O mnie

Moje zdjęcie
Nowa Ruda, dolnośląskie, Poland
...opowieść o miłości-zawsze takiej samej-niemej ze wzruszenia,bolesnej,pierwszej. Opowieść o przemianach jakie stają się w nas pod wpływem lat,zdarzeń,ludzi. Opowieść o niegasnącej potrzebie życia i doświadczania tego,co jest przynależne życiu.To opowieść o najważniejszym z ważnych-o sercu-kobiety,matki. O pragnieniu bycia na przekór losowi.Zapraszam....

niedziela, 26 kwietnia 2009

idę

,,,idę
mrok coraz gęstszy,krew jest lepka i słodka,wolno wypływa ze mnie sen,twoje imię,moje imię,nie ma już nic,poza słowami,poza piachem,który ciągle mnie zaprasza do siebie
on drwi znowu,śmieje się bezczelnie,trąca,wygrywa kolejną rundę
a ja?
,,,idę
cierpnie skóra,przesuwam ostrzem po dłoni,pieszczę ją bolesnym ruchem,słoną wrażliwością,śmiechem który nie jest zabawny
i nie ma we mnie woli
miałeś być silny,miałeś wierzyć a jednak wątpisz
upadam
kolana broczą,płoną oczy,oddech słabnie,zdarta skóra zostawia ślad,ty uciekasz,nie chcesz patrzeć
,,,idę
już tak blisko



jeszcze jeden krok
ostatnie słowo


Anna już wszystko rozumie



bawmy się,żyjmy.................

bawmy się,żyjmy,oszukajmy serce kolejny raz,nazwijmy sen życiem,pozwólmy sobie odebrać resztę nadziei,siebie nawzajem.....odnalezionych okrutnym żartem.Kiedy się obudzimy,ponoć mniej będzie boleć,ponoć szybciej zapomnimy,powracając do stanu sprzed przebudzenia....
bawmy się,żyjmy,po raz kolejny zrezygnujmy z szansy,ze świtu ,który nam obiecano,jutro,pojutrze,za rok.......
oceniając przeciwnika-zrezygnujmy z walki-po co walczyć skoro i tak skazani na przegraną,na bolesny cios,na kolejny siniak,rozciętą wargę,na krwotok z nosa....................
bawmy się,żyjmy
ale ja nie chcę
dziękuję
zbyt ważna jest ta walka
nic już nie mów

niczego nie słuchaj
nie porównuj
nie czekaj
nie nazywaj niczego po imieniu
niczego już nie chciej


znowu idę sama
i tak już zostanie


tym razem nikt mnie nie znajdzie


obiecuję Ci

piątek, 24 kwietnia 2009

truskawki

...słodkie niczym sen
przypominające nam o lecie
słońcu
nagrzanym kamieniu
o opalonej skórze
...

czwartek, 23 kwietnia 2009

MÓJ SYN


...mój syn ma niebieskie oczy i wącha każdy przedmiot
który ma w dłoni,zupełnie tak,jak ja
mój syn od niedawna pozwala się przytulać
i już nie w każdą podróż zabiera swoje drogowe znaki
mój syn jest inny
ale najpiękniejszy ze wszystkich
których znam
to cząstka mnie
zanurzona w różowej skórze
przyobleczona w moją miłość
Johnny
ciepły dotyk
pocałunek na dobranoc

tak


tak
na każdy kolejny zakręt,sfałszowany dokument,na kolejną przysięgę
tak
na moje zmęczone powieki,które całowałeś
tak
dla skórzanej rękawiczki,w której mieszka ciepła dłoń
tak
na moje odbicie w lustrze,na talerzyk pełen słodkich truskawek
tak
dla dla tych wszystkich,którzy widza coś więcej niż to co widoczne dla oczu
tak
dla tęsknoty,która nas zabija
tak
dla kwitnącej wiśni i dojrzałego pomidora
tak
na każdy dzień
poszukiwania Ani,która zaginęła
i nie może już wrócić
tam
skąd przyszła

oszołom


jestem oszołomem
wrogiem publicznym
a będzie jeszcze gorzej
stanę się wrogiem wszystkich
prawych i oświeconych
nie koniecznie pozytywnie
będą rzucać kamieniami i pluć
piekło stanie się
dlatego myślę czasem,że to za trudne
że to niepotrzebne
nie moje
coraz mniej rozumiem
coraz mniej chcę
i nie wiem ile mam siły
bez jutra,bez obietnic,bez pewności i ze strachem wszytym po skorą jak ampułka z esperalem


środa, 22 kwietnia 2009

,,,godzina spóźnienia,kołowrot myśli,parabola zdarzeń w miejscu innym niż wybrane,wyśnione,moje,,,godzina spóźnienia gdy minuty wyliczone-urasta do rozmiarów empirycznej tęsknoty,doświadczalnej cieleśnie,gdzieś w kąciku oka,niezmiennie aż sie spełni noc,nie nasza-ale ta pożyczona.Godzina spóźnienia,gdy nie można czekać dłużej,ja odchodzę,ty jesteś to jak żart,metafizyczna parodia czyjegoś serca.Jestem.Wiatrem,łąką,polną myszą.Tak nieważne to wszystko,że aż boimy się myśleć.Godzina spóźnienia,odjeżdża ostatni tramwaj,gaśnie światło nocnej lampki,tomik wierszy wysuwa sie z dłoni.O godzinę za późno przychodzę.Jak zawsze.

jeszcze

może jeszcze wszystko zacząć na nowo

wtorek, 21 kwietnia 2009

szpak

...już nie śpię
szpaki za oknem hałasują
strząsając z piórek wczorajszy sen
nie umiem tak
muszę wspomóc się kawą
pospiesznym spojrzeniem na słońce
kolejne godziny napływają do żył
pulsują swoim własnym
nie do końca zrozumiałym rytmem
dzięki nim
jestem jeszcze,jeszcze na coś czekam
śpiewam rano
przy kolejnym świcie
z innym szpakami
na mojej ulicy

KTO

"kto nigdy nie żył,nigdy nie umiera,nic nie utraci ten,co nie miał nic,ten kto nie kochał-nie wie co tęsknota,nie wie,co gorycz-kto bez marzeń śnił......"


...zimno coraz bardziej,słowa niepotrzebne
ciągle jeszcze idę,już właściwie
biegnę,


...oddycham wciąż płycej,szukam
czyjejś dłoni
nie ma ciebie przy mnie,już mnie nie
dogonisz


...na chwilę,przypadkiem myślałam
że jestem
akapitem w liście,jednym prostym
wersem


...za późno na spowiedź,z oczu to
wyczytasz
nie mogę powiedzieć chociaż ciągle
pytasz

...



"ty czytasz w myślach jak w otwartej księdze"




tak,czytam w myślach

bo to historia,bo to marzenia

...nie obetnę już włosów,zaczynam walkę
nie zrozumiesz tego jeśli nie jesteś nim
nie zrozumiesz-"jak można sprzedać wszystko aby nie sprzedać siebie"
nie zrozumiesz jeśli nie dotknąłeś nigdy takiej historii,
z której wielu będzie się śmiać
...nie obetnę więcej włosów,idę na wojnę
po łzach nie zostanie ślad
siniak na obitym żebrze zniknie
czas przepłynie łagodnie między moimi udami
...już mi nie zależy co powiedzą inni,ci,którzy chcą oceniać a nie mają prawa
zdejmuję koszulę
odwracasz oczy
skrzydła uwolnione,gwałtownie nabierają kształtów
tyle lat nie pozwoliłeś mi oddychać
dzisiaj idę już sama
ciągle żyję

niedziela, 19 kwietnia 2009

szarości

wolna
zamykam oczy bo tylko wtedy
jesteś
wolna
rozplatam włosy
maluję usta i chowam nową żyletkę
może jednak nie będzie mi potrzebna
wolna
nie myślę o jutrze bo ono za pięć lat
dopiero
wolna
a jednak w niewoli twoich oczu
i tak jak kiedyś oczekująca świtu
stojąc boso
na deszczu



zwróć mi.....


...zwróć mi czas i kolor nieba,oddaj mi moje dzieciństwo pachnące naftaliną i słodkim kajmakiem,zwróć mi widok zza okna-ojca w płaszczu w pepitkę,
słoninę przyniesioną prosto z rzeźni,którą jedliśmy przy kuchennym stole,oddaj mi skradziony czas,dziwne
wakacje bez ciebie,samotnie dźwigany neseser,oddaj to czego nie rozumiałam wtedy a dziś przynajmniej próbuje zmierzyć się z niezagojona raną
...zwróć mi mnie samą,zanurzona w niewybaczeniu,ze spieprzonym życiem,wszak to twoje dzieło
oddaj mi każdy rok czekania na ciebie



uwielbiam


składam usta jak do modlitwy
drżące skrzydła motyla
na których tańczą cienie i kolory
chwytam słowa w palce delikatnie
by nie zmiażdżyć ich znaczenia
kładę sobie na dłoni
zachwycając się
że są tak lekkie
składam usta jak do modlitwy
drżące skrzydła motyla na których tańczą cienie i kolory
nie mam odwagi podnieść oczu
uwielbiam

jak to możliwe?

...kończą sie słowa niczym zapasy srebrnej papierośnicy,brakuje ich coraz dotkliwiej,nawet tych bez skomplikowanej ortografii,przebieram palcami pośród okruszków,pomiętych liter i tych,które zostały na koniec.Najtrudniejsze,ostateczne,odważne,,,,,Nie myślałam,że może braknąć słów,że mogę nie umieć nazwać,opowiedzieć,opisać.Zostałam sama.Dźwięki i obrazy jako jedyne narzędzie pracy,muzyka jako opowieść i w tle pamięć,ktorą należy pozostawić tu dla innych.To jak kolejny krok,jak przygotowanie do dalekiej podróży w którą nie mogę niczego zabrać.Nawet zdjęć.Choć i tak nie będą mi potrzebne.Wszystko mam w sobie,pod powieką,pod skórą ukryte....wszystko poznałam już przecież.Smak krwi,własny pot,i to,jak pachnie strach i noc,ktora jest ostatnią ze wszystkich.I smutek ktory dławi do utraty przytomności bo nie można oddychać.Ciężko jest odchodzić.A przecież to nieuniknione.Przypisane do nas niczym śmierć i łzy po tym,kto odszedł.I wiara,że jednak odejścia też coś znaczą....Próbuję w to wierzyć,że nie jestem sama.